Dzisiaj
po raz pierwszy w życiu stanęłam na starcie zorganizowanego biegu i to na 10 km!
I nie ostatni! Mimo kilku ciężkich chwil na trasie, satysfakcja po ukończeniu
biegu jest tak ogromna, ze nie da się przestać i skończyć na jednym starcie! :)
Rano
obudził mnie deszcz, następnie za oknem pojawił się nawet śnieg.. motywacja do
wstania z łóżka – sami możecie się domyślić – była słaba, na szczęście tylko
przez chwilę :)
Spora ilość znajomych na starcie, wspólna rozgrzewka i brak opadów (hurra!) dały kopa do działania.
Szeroki uśmiech na twarzy i startujemy z jednym planem w głowie – dobiec do mety, nieważne jak, ale dobiec i pokazać, że dam radę. Tak też się stało:)
Do
3 km biegło się idealnie, niestety złapała mnie kolka wiec musiałam nieco
zwolnić. Gdyby nie to, że kolka pojawiała się co jakiś czas na trasie, a w
głowie pojawiały się myśli, żeby stanąć byłoby idealnie. Doping i inni startujący nie pozwoli jednak (całe
szczęście) na to żeby się poddać!
Dokładnie pokonanie trasy biegu zajęło mi 1:00:05.
JESTEM DUMNA Z TEGO OSIĄGNIĘCIA! Choć przy okazji mimo dumy pojawia się
smutek że tak blisko było złamanie magicznej godziny :( Ale przynajmniej mam
już nowy cel do osiągnięcia na kolejnym biegu :) Uwierzcie mi niezależnie od wyniku bieganie
uzależnia :) A każdy kto tylko dobiegł do mety nie ważne w jakim czasie może być z
siebie naprawdę DUMNY. Pokonanie własnych słabości - to chyba największe zwycięstwo na świecie. Polecam każdemu spróbować odnieść takie swoje personalne
zwycięstwo :)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz